Sklep Motocześci24h
Po co mi tankpad?

Po co mi tankpad?

<p>Każdy czasem ma ochotę wprowadzić powiew świeżości do swojego klasycznego rumaka i wyróżnić go jakimś niebanalnym akcentem. Przemalowanie całego motocykla jest jednak kosztowną zabawą, poza tym nie gwarantuje, że po tygodniu kolor będzie nam się podobał równie mocno, co przed malowaniem. Tych, którzy nie chcą decydować się na tak ryzykowne posunięcie, z pewnością ucieszy dobra wiadomość: w tym przypadku istnieje złoty środek. Chodzi o tank pady. Najprościej mówiąc, jest to duża naklejka z wytrzymałej folii lub innego, podobnego tworzywa, naklejana na bak motocykla. Na pierwszy rzut oka nie sposób znaleźć wad tego rozwiązania. Są znacznie tańsze od położenia nowego lakieru, może je nałożyć każdy, kto dysponuje choć odrobiną zręczności manualnej, no i ten wzór! Proszę państwa, cóż za euforia! Nie trzeba wydawać masy pieniędzy na kunsztowny, a zarazem kosztowny malunek wykonany aerografem, mamy gwarancję, że to co widzimy - to dostaniemy! Tfu... Nakleimy! Na rynku znajduje się ogromny wybór wzorów, także częściowo przezroczystych, dzięki czemu prawdopodobieństwo, że ktoś na osiedlu będzie się woził z identycznym tank padem, jest bliskie zeru. Kolejne istotne zalety, będące już niemalże standardem, to odporność na promienie UV, warunki atmosferyczne i drobne zadrapania, co gwarantuje obłędny wygląd motocykla przez długi czas. Oczywiście, tank pad nie jest młotkoodporny i zbyt wielkich uszkodzeń nie zignoruje, ale spokojnie sprawdza się przy drobnych, codziennych wyzwaniach, takich jak zahaczenie zamkiem od kurtki lub lekkie szurnięcie plecakiem. Nie należy zapominać, że jego głównym zastosowaniem jest przede wszystkim ochrona lakieru, intrygujący lub nudny (w zależności od wyboru) malunek jest tylko dodatkiem. Ale już dość o zaletach, wypada także zerknąć na drugą stronę medalu. Główną wadą tank pada jest to, że... jest tank padem. Okrywa tylko bak, na szczęście wzorów jest na tyle dużo, że z pewnością dobierze się coś pasującego wizualnie do reszty motocykla. Istnienie kolejnego minusa zależy od stopnia naszej zręczności, zaradności lub też zasobności portfela. W skrócie, czy nakładamy tank pada sami, czy ktoś nas w tym wyręczy. Procedura ta nie jest zbyt skomplikowana, naklejkę nakłada się powoli i dokładnie na odtłuszczoną powierzchnię, wygładzając wszelkie powstające przy okazji bańki powietrza. Nie chcemy przecież, żeby nasz bak miał fakturę papieru ściernego, prawda? Należy zadbać o dokładną, początkową przymiarkę, aby tank pad wylądował dokładnie tam, gdzie powinien. Podczas naklejania można na szczęście delikatnie korygować jego pozycję, w razie gdyby ręka zadrżała nam w złym momencie. Gdybyśmy jednak po tygodniu stwierdzili, że zmiana wyglądu to był nietrafiony pomysł... Tank pad w przeciwieństwie do nowego lakieru da się odkleić. Operacja będzie szła topornie, mozolnie i najlepiej przeprowadzać ją wspierając się punktowym podgrzewaniem naklejki, ale i tak zajmie to mniej czasu niż gruntowne przemalowanie zbiornika paliwa. Zresztą, być może dzięki chwilowej odmianie zatęsknimy do odkrytego, porysowanego baku, z którym mogą wiązać się przecież nie lada wspomnienia. "A pamiętasz, jak próbowałaś wyskrobać na baku planszę do gry w kółko i krzyżyk?" No właśnie...</p>